Strona głównaO nasSpektakleNapisali o nas ArtyściGaleriaBIPBILETYKontakt
Recenzje




Słynna reżyserka wystawia operetkę

Meszaros: Lubię prowokacje i wyzwania


Lubię prowokacje i wyzwania. Jutro na deskach Teatru Dramatycznego zostanie pokazane premierowe przedstawienie Mazowieckiego Teatru Muzycznego, operetka "Hrabina Marica" Imre Kalmana. Dzieło węgierskiego mistrza operetki powierzono jego rodaczce, słynnej reżyserce Marcie Meszaros. Artystka mówi DZIENNIKOWI m.in. o warszawskim przedstawieniu i fascynacji Europą Wschodnią.

BARTOSZ BATOR: Dlaczego tym razem zdecydowała się pani na flirt z operetką?
MARTA MESZAROS*: Zawsze lubiłam operetkę. Mistrzowie tego gatunku to Węgrzy. Poza tym tematyka muzyczna kilkakrotnie pojawiała się w mojej twórczości filmowej m.in. w "Kobietki nie płaczcie". Jak trafiłam do Mazowieckiego Teatru Muzycznego Operetka? Jakiś czas temu zadzwonił do mnie dyrektor tej sceny Włodzimierz Izban z pytaniem czy zrobiłabym "Księżniczkę Czardasza" Imre Kalmana. Potrzebował dobrego węgierskiego nazwiska (śmiech). Zgodziłam się, bo lubię pewnego rodzaju prowokacje i wyzwania.

I nie ma pani dylematu, że współuczestniczy w projektach pełnych banału?
Nie i nie zgadzam się z taką oceną operetki. To, co jest szczególną zaletą to fabuła - prosta, ale zawsze aktualna, dotykająca odwiecznych tematów takich jak trudna miłość, władza, kwestie różnic w pozycji społecznej, rola pieniądza. Operetka to też wspaniała muzyka. W przypadku "Hrabiny Marici" podobno przypominająca nawet styl samego Rossiniego. Mało tego, na Węgrzech role w operetkach bardzo chętnie przyjmowali i przyjmują najwybitniejsi aktorzy dramatyczni, ze względu na świetnie skonstruowane charaktery postaci. Jako ciekawostkę powiem, że od polskiej aktorki Beaty Fudalej słyszałam, że sam Jerzy Grzegorzewski marzył całe życie, żeby zrobić "Księżniczkę Czardasza".

Czy "Hrabina Marica", czyli temat zagmatwanej miłości Hrabiny Maricy i Hrabiego Tassilo rozgrywający się w realiach początku XX wieku, może zainteresować współczesnego widza?
Bez obaw. Dlaczego gramy cały czas "Romeo i Julię" czy "Hamleta"? Bo one zawsze są żywe. Podobnie jest z tą operetką. Przeżywamy teraz taki moment, w którym mamy wrażenie, że już wszystko było. W "Hrabinie Marice" wracam do korzeni. Dotychczas w Polsce wystawiano operetki na podstawie wypaczonych niemieckich wersji inscenizacyjnych, pozbawionych tego co najcenniejsze, czyli węgierskiego humoru, lekkiej ironii, a to skutkowało przerysowaną melodramatycznością i tandetnym sentymentalizmem. Ja zrobiłam "Hrabinę Maricę" zgodnie z jej pierwotną wersją tekstową. Poza tym wiele jest też w moim przedstawieniu muzyki węgierskiej, w tym cygańskiej.

Wyreżyserowała już pani dla warszawskiej operetki "Księżniczkę Czardasza". Teraz wybór padł na "Hrabinę Maricę"...
Ona jest jedną z najlepszych spośród grona około setki, którą skomponował Imre Kalman. Poza tym jest znacznie bardziej skomplikowana muzycznie niż np. "Księżniczka Czardasza", co także stanowi wyzwanie. Pojawiające się arie to coś więcej niż zwykłe szlagiery.

W przedstawieniu wystąpi słynny skrzypek Vadim Brodski w roli...
...Cygana, jednej z głównych postaci. Oczywiście zagra też na skrzypcach. Na pomysł by zaangażować Brodskiego wpadł Włodzimierz Izban, który jest bardzo dobrym organizatorem i konsekwentnie buduje swój teatr. Trzy lata temu zaczynał od niczego. A jednak w krótkim czasie nie tylko udaje mu się pozyskać znane nazwiska ale także młodych, zdolnych debiutantów.
Wykorzystuje pani w swoim operetkowym projekcie znanych aktorów dramatycznych: Szapołowską, Seniuk, Pokorę i Łazukę.
W operetce, w odróżnieniu do opery, są nie tylko dialogi śpiewane ale także mówione, pisane prozą. Jak już mówiłam, na Węgrzech angażowani są do nich najwybitniejsi aktorzy. Poza tym dostrzegam pozytywny wpłym artystów dramatycznych na śpiewaków. Pomagają im aktorsko.

Podobno "Hrabina Marica" jest najbardziej "węgierską" w dorobku Kalamana? Faktycznie po mistrzowsku wplótł w jej fabułę ducha z państwa ojczyzny?
Miejsce akcji, która rozgrywa się na prowincji, może wywoływać takie wrażenie. Zdaniem mojego dyrygenta, notabene pochodzącego z Czech, słychać to szczególnie w muzyce, w której Kalman wykorzystuje mnóstwo motywów narodowych.

Kalman emigrował i tworzył głównie w Wiedniu, potem w USA, pani także wielokrotnie zmieniała miejsce zamieszkania. Czy to wpływa na sposób postrzegania i twórczość?
Myślę, że nie bez znaczenia są powody wyjazdów. Kalman był Żydem. Gdy Hitler doszedł do władzy musiał emigrować, by ratować życie swoje i rodziny. Bardzo to przeżył. Był bardzo nieszczęśliwy w USA. Marzył o powrocie do ojczyzny. Ja nigdy nie emigrowałam. Wyjeżdżałam z własnej woli. Miałam możliwość, żeby zostać we Francji, Włoszech, Kanadzie czy USA. Ale zawsze interesowała mnie Europa Wschodnia. To brało się z przekonania, że tu wydarzy się coś do czego ja muszę dożyć. Stąd mój związek m.in. z Polską. Oczywiście z jednej strony decydowało uczucie do Jana Nowickiego, ale z drugiej sytuacja w waszym kraju. Wtedy Węgry były bezbarwne. To nie odpowiadało mojemu temperamentowi. A tu "Solidarność", stan wojenny, ludzie się buntowali. Nigdy nie rozumiałam Agnieszki Holland. Dlaczego ona wyjechała do Stanów? Po co? Zdobyć Hollywood? To nie nasz świat. Zaistnieć tam uczciwie jest bardzo trudno. Udało się to Polańskiemu czy Formanowi, ale musieli tam żyć bardzo długo. Ja świadomie wybrałam wschodnią Europę.

Ostatni pani film - "Niepochowany" opowiadał o losach Imre Nagy'a, przywódcy krwawo zdławionego przez wojska sowieckie powstania węgierskiego z 1956 roku. Z kolei "Mała Vilma" część cyklu "Dzienniki" to opowieść o europejskich emigrantach-idealistach z własnego wyboru osiedlających się w Rosji Sowieckiej. To pewnego rodzaju katharsis dla córki komunistycznego działacza Laszlo Meszarosa?
Nigdy nie fascynowałam się komunizmem. Nie toleraję kłamstwa i strachu. A ten ustrój był na nich zbudowany. On był dla mnie odpychający. Powodował, że ludzie bali się siebie nawzajem.

W najnowszym filmie, o roboczym tytule "Nadzieja", znowu porusza pani temat ludzi uwikłanych w system totalitarny.
W 1949 roku doszło do fałszerstwa wyborczego inspirowanego przez komunistów. Część opozycji została aresztowana. Wśród nich liderka socjaldemokracji Anna Ketly. Gdy w 1956 roku do władzy doszedł Nagy, wyszła na wolność, trafiając jednocześnie do rządu. Ale to trwało zaledwie dwa tygodnie. Ketly wyemigrowała. Jednak w czasie odwilży lat 70. postanowiono nakłonić ludzi jej pokroju do powrotu na Węgry. Wysyłali do nich w tym celu agentów. I tu zaczyna się mój film. Takie polecenie od reżimu otrzymuje szacowny profesor uniwersytetu. Ma nakłonić do powrotu Kelty. Gdy zaczyna swoją misję nie wie o niej nic, bo władze wymazały ją z kart historii. W Brukseli gdzie ona przebywa organizuje konferencję naukową, na której poznaje słynną opozycjonistkę. Mimo wielu wybiegów Ketly nie wraca, a agent pozostaje ze swoim moralnym konfliktem i wstydem, że donosił na tak niesamowitą postać.

Czy kwestia rozliczenia osób współpracujących z tajnymi służbami komunistycznymi to jest tak żywy temat w pani ojczyźnie jak w Polsce?
Tak. U nas podobnie jak wy nie załatwiliśmy tej sprawy na początku lat 90. Mało tego. U nas partia będąca tak jak SLD spadkobiercami poprzedniego systemu, nie zdobyła się na gest, by przeprosić obywateli i odciąć się wyraźnie od komunistycznych zbrodni.

W "Nadziei" pojawia się polska aktorka Beata Fudalej.
Wystąpi w epizodycznej roli Gołdy Meyer. Ketly przyjaźniła się z tą słynną izraelską polityk.

Podobno planuje pani film o polskiej noblistce Marii Skłodowskiej-Curie?
Noszę się z tym zamiarem od 10 lat. Wszystko wskazuje na to, że ruszymy z tym projektem w przyszłym roku.

To będzie film biograficzny?
W pewnym stopniu tak. Ale będzie on opowiadał o ostatnich latach jej życia. Wtedy gdy już wie, że jest śmiertelnie chora, przyjeżdża do Polski z gramem odkrytego przez siebie radu i zakłada słynny instytut. Wie, że to jej ostatnia wizyta w kraju. Ona była bardzo polska. Dlatego zainteresował mnie ten temat, bo ona całe życie cierpiała z powodu tego, że musiała emigrować. Chcę ją pokazać jako czułą i interesującą kobietę. Einstein powiedział, że to była najbardziej seksowna kobieta jaką spotkał. A jednocześnie była tak na wskroś polska. Chcę wam pokazać, że zbyt lekką ręką oddaliście ją Francuzom. Ona miała 25 lat gdy wyjechała, była dorosłą kobietą.

Kto zagra rolę główną?

To skomplikowana koprodukcja, więc pojawia się wiele nazwisk. Ja w tej roli widzę Charlotte Rampling, Natalie Baise, Emmę Thompson, może Krystynę Jandę.

Czy współpraca z MTM Opretka zakończy się na "Hrabinie Marice"?

Zobaczymy. Mam już swój wiek. Planuję trochę zwolnić tempo. Poza tym piszę dwie książki. Jedna z nich jest o tym, jak kobieta w latach 50. zostaje reżyserem filmowym.

Wątek autobiograficzny?
Tak.

Myśli pani czasem o powrocie do tworzenia filmów popularnonaukowych czy dokumentalnych, które kręciła na początku swojej kariery?
Chcemy, wspólnie z wnukiem, zrobić dokument o dzisiajszych zmianach, istnieniu. Dlatego z nim, bo mój świat odchodzi, a jego przychodzi. Jak on go widzi, jak ja widzę.

Marta Meszaros, węgierska reżyserka i scenarzystka, nominowana do Oscara w 1988 r. za film "Dziennik dla moich ukochanych", a dzięki filmowi "Adopcja" w 1975 r. przeszła do historii, zdobywając jako pierwsza kobieta berlińskiego Złotego Niedźwiedzia.
 

http://www.dziennik.pl/kultura/article261210/Meszaros_Lubie_prowokacje_i_wyzwania.html


"Hrabina Marica" wg Marty Meszaros

- Dotychczas w Polsce wystawiano operetki na podstawie wypaczonych niemieckich wersji inscenizacyjnych, pozbawionych tego co najcenniejsze, czyli węgierskiego humoru, lekkiej ironii, a to skutkowało przerysowaną melodramatycznością i tandetnym sentymentalizmem. Ja zrobiłam "Hrabinę Maricę" zgodnie z jej pierwotną wersją tekstową - mówi węgierska reżyserka MARTA MESZAROS przed premierą w Mazowieckim Teatrze Muzycznym Operetka im. Jana Kiepury w Warszawie.
 
«Marta Meszaros mówi m.in. o swoim przedstawieniu na deskach stołecznej operetki
Jutro na deskach Teatru Dramatycznego zostanie pokazane premierowe przedstawienie Mazowieckiego Teatru Muzycznego Operetka "Hrabina Marica" Imre Kalmana. Dzieło węgierskiego mistrza operetki powierzono jego rodaczce, słynnej reżyserce Marcie Meszaros. Artystka mówi nam m.in. o warszawskim przedstawieniu i fascynacji Europą Wschodnią.

BARTOSZ BATOR: Dlaczego tym razem zdecydowała się pani na flirt z operetką?

MARTA MESZAROS*
: Zawsze lubiłam operetkę. Mistrzowie tego gatunku to Węgrzy. Poza tym tematyka muzyczna kilkakrotnie pojawiała się w mojej twórczości filmowej, m.in. w "Kobietki nie płaczcie". Jak trafiłam do Mazowieckiego Teatru Muzycznego Operetka? Jakiś czas temu zadzwonił do mnie dyrektor tej sceny Włodzimierz Izban z pytaniem, czy zrobiłabym "Księżniczkę czardasza" Imre Kalmana. Potrzebował dobrego węgierskiego nazwiska (śmiech). Zgodziłam się, bo lubię pewnego rodzaju prowokacje i wyzwania.

I nie ma pani dylematu, że uczestniczy w projektach pełnych banału?

- Nie, i nie zgadzam się z taką oceną operetki. To, co jest szczególną zaletą, to fabuła - prosta, ale zawsze aktualna, dotykająca odwiecznych tematów, takich jak trudna miłość, władza, kwestie różnic w pozycji społecznej, rola pieniądza. Operetka to także wspaniała muzyka. W przypadku "Hrabiny" podobno przypominająca nawet styl samego Rossiniego. Mało tego, na Węgrzech role w operetkach bardzo chętnie przyjmowali i przyjmują najwybitniejsi aktorzy dramatyczni. Jako ciekawostkę powiem, że od polskiej aktorki Beaty Fudalej słyszałam, że sam Jerzy Grzegorzewski marzył całe życie, żeby zrobić "Księżniczkę czardasza".

Czy "Hrabina Marica", czyli temat zagmatwanej miłości hrabiny Maricy i hrabiego Tassilo rozgrywający się w realiach początku XX w., może zainteresować współczesnego widza?
- Bez obaw. Dlaczego gramy cały czas "Romea i Julię" czy "Hamleta"? Bo one zawsze są żywe. Podobnie jest z tą operetką. Przeżywamy teraz taki moment, w którym mamy wrażenie, że już wszystko było. W "Hrabinie Maricy" wracam do korzeni. Dotychczas w Polsce wystawiano operetki na podstawie wypaczonych niemieckich wersji inscenizacyjnych, pozbawionych tego co najcenniejsze, czyli węgierskiego humoru, lekkiej ironii, a to skutkowało przerysowaną melodramatycznością i tandetnym sentymentalizmem. Ja zrobiłam "Hrabinę Maricę" zgodnie z jej pierwotną wersją tekstową. Poza tym wiele jest też w moim przedstawieniu muzyki węgierskiej, w tym cygańskiej.

Wyreżyserowała już pani dla warszawskiej operetki "Księżniczkę czardasza". Teraz wybór padł na "Hrabinę Maricę"...
- Ona jest jedną z najlepszych spośród około setki skomponowanych przez Imre Kalmana. Poza tym jest znacznie bardziej skomplikowana muzycznie niż np. "Księżniczka czardasza", co także stanowi wyzwanie. Pojawiające się arie to coś więcej niż zwykle szlagiery.

W przedstawieniu wystąpi słynny skrzypek Vadim Brodski w roli...
- ...Cygana, jednej z głównych postaci. Oczywiście zagra też na skrzypcach. Na pomysł, by zaangażować Brodskiego, wpadł Włodzimierz Izban, który jest bardzo dobrym organizatorem i konsekwentnie buduje swój teatr. Trzy lata temu zaczynał od niczego. A jednak w krótkim czasie nie tylko udaje mu się pozyskać znane nazwiska, lecz także młodych, zdolnych debiutantów
.
Wykorzystuje pani w swoim operetkowym projekcie znanych aktorów dramatycznych: Szapołowską, Seniuk, Pokorę i Łazukę.
- W operetce, w odróżnieniu do opery, są nie tylko dialogi śpiewane, ale także mówione, pisane prozą. Jak już mówiłam, na Węgrzech angażowani są do nich najwybitniejsi aktorzy. Poza tym dostrzegam pozytywny wpływ artystów dramatycznych na śpiewaków. Pomagają im aktorsko.

Podobno "Hrabina Marica" jest najbardziej węgierska w dorobku Kalmana?

Faktycznie po mistrzowsku wplótł w jej fabułę ducha z państwa ojczyzny?

- Miejsce akcji, która rozgrywa się na prowincji, może wywoływać takie wrażenie. Zdaniem mojego dyrygenta, notabene pochodzącego z Czech, słychać to szczególnie w muzyce, w której Kalman wykorzystuje mnóstwo motywów narodowych.

Kalman emigrował i tworzył głównie w Wiedniu, potem w USA pani także wielokrotnie zmieniała miejsce zamieszkania. Czy to wpływa na sposób postrzegania i twórczość?
- Myślę, że nie bez znaczenia są powody wyjazdów. Kalman byl Żydem. Gdy Hitler doszedł do władzy, musiał emigrować, by ratować życie swoje i rodziny. Bardzo to przeżył. Był bardzo nieszczęśliwy w USA Marzył o powrocie do ojczyzny. Ja nigdy nie emigrowałam. Wyjeżdżałam z własnej woli. Miałam możliwość, żeby zostać we Francji, Włoszech, Kanadzie czy USA. Ale zawsze interesowała mnie Europa Wschodnia. To brało się z przekonania, że tu wydarzy się coś, czego ja muszę dożyć. Stąd mój związek m.in. z Polską. Oczywiście z jednej strony decydowało uczucie do Jana Nowickiego, ale z drugiej sytuacja w waszym kraju. Wtedy Węgry były bezbarwne. To nie odpowiadało mojemu temperamentowi. A tu "Solidarność", stan wojenny, ludzie się buntowali. Nigdy nie rozumiałam Agnieszki Holland. Dlaczego ona wyjechała do Stanów? Po co? Zdobyć Hollywood? To nie nasz świat. Zaistnieć tam uczciwie jest bardzo trudno. Udało się to Polańskiemu czy Formanowi, ale musieli tam żyć bardzo długo. Ja świadomie wybrałam wschodnią Europę.

Ostatni pani film - "Niepochowany" - opowiadał o losach Imre Nagya, przywódcy krwawo zdławionego przez wojska sowieckie powstania węgierskiego z 1956 r. Z kolei "Mała Nina", część cyklu "Dzienniki", to opowieść o europejskich emigrantach idealistach, z własnego wyboru osiedlających się w Rosji Sowieckiej. To pewnego rodzaju katharsis dla córki komunistycznego działacza Laszlo Meszarosa?
- Nigdy nie fascynowałam się komunizmem. Nie toleruję kłamstwa ani strachu. A ten ustrój był na nich zbudowany. On był dla mnie odpychający. Powodował, że ludzie bali się siebie nawzajem.

W najnowszym filmie, o roboczym tytule "Nadzieja", znów porusza pani temat ludzi uwikłanych w system totalitarny.
- W 1949 r. doszło do fałszerstwa wyborczego inspirowanego przez komunistów. Część opozycji została aresztowana. Wśród nich liderka socjaldemokracji Anna Ketly. Gdy w 1956 r. do władzy doszedł Nagy, wyszła na wolność, trafiając jednocześnie do rządu. Ale to trwało zaledwie dwa tygodnie. Ketly wyemigrowała. Jednak w czasie odwilży lat 70. postanowiono nakłonić ludzi jej pokroju do powrotu na Węgry. Wysyłali do nich w tym celu agentów. I tu zaczyna się mój film. Takie polecenie od reżimu otrzymuje szacowny profesor uniwersytetu. Ma nakłonić do powrotu Ketly. Gdy zaczyna swoją misję, nie wie o niej nic, bo władze wymazały ją z kart historii. W Brukseli, gdzie ona przebywa, organizuje konferencję naukową, na której poznaje słynną opozy-cjonistkę. Mimo wielu wybiegów Ketly nie wraca, a agent pozostaje ze swoim moralnym konfliktem i wstydem.

Czy kwestia rozliczenia osób współpracujących z tajnymi służbami komunistycznymi to jest tak żywy temat w pani ojczyźnie jak w Polsce?
- Tak. My, podobnie j ak wy, nie załatwiliśmy tej sprawy na początku lat 90. Mało tego, u nas partia będąca tak jak SLD spadkobiercą poprzedniego systemu nie zdobyła się na gest, by przeprosić obywateli i odciąć się wyraźnie od komunistycznych zbrodni.

W "Nadziei" pojawia się polska aktorka Beata Fudalej.
- Wystąpi w epizodycznej roli Gołdy Meyer. Ketly przyjaźniła się z tą słynną izraelską polityk.

Podobno planuje pani film o polskiej noblistce Marii Skłodowskiej-Curie?
- Noszę się z tym zamiarem od 10 lat. Wszystko wskazuje na to, że ruszymy z tym projektem w przyszłym roku.

To będzie film biograficzny?
- W pewnym stopniu tak. Ale będzie opowiadał o ostatnich latachjej życia, gdy śmiertelnie chora, przyjeżdża do Polski z gramem odkrytego przez siebie radu i zakłada słynny instytut. Wie, że to jej ostatnia wizyta w kraju. Ona była bardzo polska. Dlatego zainteresował mnie ten temat, bo ona całe życie cierpiała z powodu tego, że musiała emigrować. Chcę ją pokazać jako czułą i interesującą kobietę. Einstein powiedział, że to była najbardziej seksowna kobieta, jaką spotkał. A jednocześnie była tak na wskroś polska. Zbyt lekką ręką oddaliście ją Francuzom.

Kto zagra rolę główną?
- Pojawia się wiele nazwisk. Ja w tej roli widzę Charlotte Rampling, Natalie Baise, Emmę Thompson, może Krystynę Jandę.

Planuje jeszcze pani współpracę z MTM Operetka?
- Zobaczymy. Planuję trochę zwolnić tempo. Poza tym piszę dwie książki. Jedna z nich jest o tym, jak kobieta w latach 50. zostaje reżyserem filmowym. Będzie tam wątek autobiograficzny.

Myśli pani o powrocie do tworzenia filmów popularnonaukowych czy dokumentalnych?
- Chcemy wspólnie z wnukiem zrobić dokument o dzisiejszych zmianach, istnieniu. Dlatego z nim, bo mój świat odchodzi, a jego przychodzi. Jak on go widzi, jak ja widzę.

*Marta Meszaros, znana węgierska reżyserka i scenarzystka, nominowana do Oscara w 1988 roku za "Dziennik dla moich ukochanych"; dzięki filmowi "Adopcja" w 1975 roku przeszła do historii, zdobywając jako pierwsza kobieta Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie.»

""Hrabina Marica" była dla mnie dużym artystycznym wyzwaniem"
Bartosz Bator
Dziennik nr 260 - Warszawa
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/61864.html
 

Wypowiedź Włodzimierza Izbana dyrektora MTM Operetka na temat premiery.

Hrabina Marica w Operetce.

Rozmowa z Włodzimierzem Izbanem dyrektorem MTM Operetka.

 

 

Hrabina Marica w Operetce.

Rozmowa z Włodzimierzem Izbanem dyrektorem MTM Operetka.


 
http://kultura.wp.pl/kat,1011541,wid,10520679,wiadomosc.html


Warszawa. Węgierska operetka po polsku

Marta Meszaros, wybitna węgierska reżyserka filmowa, przygotowuje w operetce "Hrabinę Maricę" Imre Kalmana.
«Gdy moi znajomi usłyszeli, że zabieram się za operetkę, mówili, że chyba zgłupiałam, bo to poniżej godności artysty. A to zupełna nieprawda - zapewnia Marta Meszaros.
Znana reżyserka chce udowodnić, że tak jak na Węgrzech, także w Polsce, operetka może być znakomitą rozrywką i sztuką na wysokim poziomie.
- Nie rozumiem, dlaczego w Polsce operetka traktowana jest jako sztuka niższa. Operetkowy teatr w Budapeszcie ma wieloletnią, wspaniałą tradycję i prowadzony jest na bardzo wysokim poziomie. Pojawiają się w nim też wspaniali aktorzy dramatyczni, którzy dodają szczególnego wymiaru tym przedstawieniom - mówi Meszaros.
Zapowiada, że tak będzie i w przypadku "Hrabiny Maricy", którą przygotowuje dla MTM Operatka. Patrząc na sukces "Księżniczki Czardasza" Imre Kalmana w jej reżyserii, która grana jest z powodzeniem w całej Polsce już od czterech lat, można być pewnym, że i tym razem jej plan się powiedzie.
"Hrabina Marica" napisana w 1928 roku jest jedną z najbardziej znanych i zarazem jedną z ostatnich klasycznych operetek. To rozgrywająca się na początku XX w. w węgierskim majątku historia pięknej i bogatej Hrabiny Maricy i zubożałego hrabiego Tassilo. Hrabia zatrudnia się w domu hrabiny, aby zarobić na posag dla siostry. Para zakochuje się w sobie. Padają podejrzenia, że jego miłość nie jest bezinteresowna...
Meszaros chce się skupić na humorystycznej formie spektaklu. - W Polsce operetki były tłumaczone z niemieckiego, a niemieckie wersje są sentymentalne. Tymczasem węgierskie są humorystyczne i ironiczne - tłumaczy.
Na scenie nie zabraknie także węgierskiego i cygańskiego klimatu, wśród bohaterów są bowiem Cyganka i grający na skrzypcach Cygan. - Próbujemy oddać ten klimat w scenografii i kostiumach: cygańskich, ludowych i tych z lat 30. ubiegłego wieku - tłumaczy reżyserka. - Sugeruję też, żeby tańce były węgierskie, ale choreografem jest Polak, więc zobaczymy, co wyjdzie - dodaje żartobliwie.
Wzorem najlepszych węgierskich operetek Meszaros zaprosiła do współpracy wybitnych aktorów. Na scenie zobaczymy m.in. Annę Seniuk, Bohdana Łazukę, Wojciecha Pokorę i Grażynę Szapołowską.
- Aktorzy czy śpiewacy nie będą po prostu wychodzić na scenę i wykonywać swoje utwory. Chcę, aby całość była pięknie opowiedzianą historią - deklaruje Meszaros.
 
Hrabina Marica, IMRE KALMAN, MTM Operetka reż. Marta Meszaros, Teatr Dramatyczny(PKiN) premiera: 7.11. godz. 19.

O REŻYSERCE
Marta Meszaros (ur. 1931r. w Budapeszcie). Jest córką rzeźbiarza i działacza komunistycznego. W1936 r. rodzina wyemigrowała do ZSRR. Matka zmarła w czasie porodu, ojciec trafił do łagru. Dramat "Dziewczyna" z 1968 r. był pierwszym węgierskim filmem na Węgrzech zrealizowanym przez kobietę. Meszaros jako pierwsza kobieta dostała Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie za film "Adopcja". W teatrze wyreżyserowała do tej pory dwie sztuki: "Tramwaj zwany pożądaniem" w teatrze Bagatela w Krakowie w 2002 r. i dwa lata temu "Księżniczkę czardasza" w warszawskiej Operetce.»
"Węgierska operetka po polsku"
Paulina Sygnatowicz
Polska nr 261 dodatek
07-11-2008
TVP Info - Rozmowa z Włodzimierzem Izbanem.


Gwiazdorska premiera MTM Operetka

07 listopada w warszawskim Teatrze Dramatycznym odbędzie się premiera operetki „Hrabina Marica” w reżyserii Márty Mészáros.
To już druga operetka reżyserowana przez Mártę Mészáros dla Mazowieckiego Teatru Muzycznego Operetka im. Jana Kiepury.
Zachęcona sukcesem „Księżniczki czardasza” reżyserka również tym razem zaprosiła do współpracy wybitnych twórców, aktorów i śpiewaków.
Orkiestrę poprowadzi dyrygent Jiří Petrdlík, gwiazda Teatru Muzycznego w Brnie, w roli cygana zobaczymy urodzonego w Kijowie znakomitego skrzypka-wirtuoza, laureata wielu międzynarodowych konkursów Vadima Brodskiego (jest on jednym z nielicznych skrzypków w historii, którzy mieli zaszczyt zagrać na słynnym instrumencie Guarneri del Gesu, należącym do Niccolo Paganiniego). Autorem scenografii i kostiumów jest Tatiana Kwiatkowska, a choreografii – Jarosław Świtała.
Wystąpi doskonały duet, rozpoznawalny zwłaszcza z serialu „Czterdziestolatek”, Anna Seniuk i Andrzej Kopiczyński oraz znani z ról teatralnych i filmowych; Grażyna Szapołowska, Wojciech Pokora, Bohdan Łazuka, Paweł Szczesny, Julian Mere.
Wśród solistów, usłyszymy obiecujące, młode głosy m.in.: Dorotę Laskowiecką, Iwonę Sochę, Barbarę Gutaj, Aleksandrę Chacińską, Arnolda Rutkowskiego, Piotra Friebe, Krystiana Krzeszowiaka.
Dzięki takim przedsięwzięciom, operetka w Warszawie znów staje się gatunkiem rozpoznawalnym, a co ważniejsze, pożądanym przez publiczność. Angażowanie doskonałych aktorów, twórców i śpiewaków pozwala tworzyć widowiska na najwyższym europejskim poziomie, a tego przez wiele lat w stolicy brakowało. Staramy się zająć godne miejsce między operą a musicalem. Mam nadzieję, że kolejna premiera naszego teatru, okaże się dużym sukcesem, mówi Włodzimierz Izban Dyrektor Naczelny i Artystyczny MTM Operetka.
„Hrabina Marica” to jedna z ostatnich wielkich, klasycznych operetek. Skomponowana w 1924 roku przez jednego z najpopularniejszych twórców operetki wiedeńskiej Emmericha Kálmána, nazywana jest także najbardziej „węgierską” z operetek. Pochodzący z Węgier kompozytor po mistrzowsku wykorzystał w „Hrabinie Maricy” barwne melodie i tańce swojej ojczyzny.
Ta pełna zabawnych perypetii komedia zachwyca cygańską magią, węgierskim temperamentem i wspaniałą muzyką – ognistymi czardaszami, cygańskimi pieśniami i melodyjnymi szlagierowymi piosenkami (m.in. „Gdzie mieszka miłość?”,” Ach, jedź do Varasdin”, „Graj Cyganie!”).
Przygotowanie: Dział Komunikacji Marketingowej MTM Operetka

HRABINA MARICA
Emmerich Kálmán
OPERETKA w 3 aktach, libretto: Julius Brammer, Alfred Grunwald
PREMIERA 07 listopada, kolejne przedstawienia 08, 09 listopada
Teatr Dramatyczny w Warszawie

REŻYSER - Márta Mészáros
KIEROWNICTWO MUZYCZNE, DYRYGENT - Jiří Petrdlík
ASYSTENT REŻYSERA – Julian Mere
ASYSTENT DYRYGENTA – Klaudia Pasternak
KOSTIUMY I SCENOGRAFIA – Tatiana Kwiatkowska
CHOREOGRAFIA – Jarosław Świtała
ŚWIATŁO – Mirosław Poznański
DŹWIĘK – Piotr Wąsik
CHÓRMISTRZ – Anna Bednarska
AKOMPANIATORZY – Alicja Dufaniec-Styczyńska, Emilia Mrozik
ORKIESTRA, CHÓR i BALET MAZOWIECKIEGO TEATRU MUZYCZNEGO OPERETKA im. Jana Kiepury
OBSADA:
HRABINA MARICA
Dorota Laskowicka
Aleksandra Chacińska
HRABIA TASSILO ENDROEDY-WITTEMBURG
Arnold Rutkowski
Krystian Krzeszowiak
Adam Sobierajski
LIZA, SIOSTRA HRABIEGO
Barbara Gutaj
Liza Wesołowska
Iwona Handzlik
BARON KOLOMAN ŻUPAN
Sylwester Kostecki
Piotr Friebe
Andrzej Wiśniewski
MINA, CYGANKA
Iwona Socha
Mira Tukalska
KSIĄŻĘ POPULESCU
Wojciech Pokora
Julian Mere
KSIĘŻNA CUDENSTEIN Z CHLUMEC, CIOTKA HRABIEGO
Anna Seniuk
Ewa Telega
CZEKO, STARY SŁUGA HRABINY MARICY
Bohdan Łazuka
Paweł Szczesny
PENIŻEK, KAMERDYNER KSIĘŻNEJ CUDENSTEIN
Paweł Szczesny
Zdzisław Kordyjalik
KAROL STEFAN LIEBENBERG, BARON, PRZYJACIEL HRABIEGO
Julian Mere
Bogdan Śliwa
CYGAN, SKRZYPEK
VADIM BRODSKI
EMMERICH KALMAN
Andrzej Kopiczyński
GOŚCINNIE
GRAŻYNA SZAPOŁOWSKA

Mazowiecki Teatr Muzyczny Operetka im. Jana Kiepury w Warszawie
MTM „Operetka” jako teatr impresaryjny swoją sceniczną działalność zainaugurował 17 września 2005 roku. Skupia obok wybitnych solistów, muzyków i tancerzy takie osobowości jak, Wiesław Ochman, Marta Meszaros, Irena Santor, Jan Nowicki, Grażyna Szapołowska, Krzysztof Kowalewski, Krzysztof Tyniec, Olaf Lubaszenko Dominika Ostałowska oraz Daniel Olbrychski.
Podstawowym repertuarem teatru są klasyczne operetki oraz koncerty filharmoniczne.
Dyrektorem i pomysłodawcą Mazowieckiego Teatru Muzycznego Operetka jest Włodzimierz Izban – absolwent Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (Wydział Wokalno - Aktorski), stypendysta Konserwatorium w Sion w Szwajcarii, w latach 1992 – 1995 r. solista Stadttheater St. Gallen w Szwajcarii.
Podstawowym celem działania MTM „Operetka” jest propagowanie kultury poprzez tworzenie wydarzeń teatralno-muzycznych na wysokim artystycznym poziomie. Włodzimierz Izban, tworząc MTM „Operetka”, wzorował się na podobnych instytucjach w Wiedniu i Berlinie.

 

 

 

 


 





 
 

"Hrabina Marica" była dla mnie dużym artystycznym wyzwaniem
- Dotychczas w Polsce wystawiano operetki na podstawie wypaczonych niemieckich wersji inscenizacyjnych, pozbawionych tego co najcenniejsze, czyli węgierskiego humoru, lekkiej ironii, a to skutkowało przerysowaną melodramatycznością i tandetnym sentymentalizmem. Ja zrobiłam "Hrabinę Maricę" zgodnie z jej pierwotną wersją tekstową - mówi węgierska reżyserka MARTA MESZAROS przed premierą w Mazowieckim Teatrze Muzycznym Operetka im. Jana Kiepury w Warszawie.
 
«Marta Meszaros mówi m.in. o swoim przedstaw ieniu na deskach stołecznej operetki
Jutro na deskach Teatru Dramatycznego zostanie pokazane premierowe przedstawienie Mazowieckiego Teatru Muzycznego Operetka "Hrabina Marica" Imre Kalmana. Dzieło węgierskiego mistrza operetki powierzono jego rodaczce, słynnej reżyserce Marcie Meszaros. Artystka mówi nam m.in. o warszawskim przedstawieniu i fascynacji Europą Wschodnią.
BARTOSZ BATOR: Dlaczego tym razem zdecydowała się pani na flirt z operetką? MARTA MESZAROS*: Zawsze lubiłam operetkę. Mistrzowie tego gatunku to Węgrzy. Poza tym tematyka muzyczna kilkakrotnie pojawiała się w mojej twórczości filmowej, m.in. w "Kobietki nie płaczcie". Jak trafiłam do Mazowieckiego Teatru Muzycznego Operetka? Jakiś czas temu zadzwonił do mnie dyrektor tej sceny Włodzimierz Izban z pytaniem, czy zrobiłabym "Księżniczkę czardasza" Imre Kalmana. Potrzebował dobrego węgierskiego nazwiska (śmiech). Zgodziłam się, bo lubię pewnego rodzaju prowokacje i wyzwania.
I nie ma pani dylematu, że uczestniczy w projektach pełnych banału?
- Nie, i nie zgadzam się z taką oceną operetki. To, co jest szczególną zaletą, to fabuła - prosta, ale zawsze aktualna, dotykająca odwiecznych tematów, takich jak trudna miłość, władza, kwestie różnic w pozycji społecznej, rola pieniądza. Operetka to także wspaniała muzyka. W przypadku "Hrabiny" podobno przypominająca nawet styl samego Rossiniego. Mało tego, na Węgrzech role w operetkach bardzo chętnie przyjmowali i przyjmują najwybitniejsi aktorzy dramatyczni. Jako ciekawostkę powiem, że od polskiej aktorki Beaty Fudalej słyszałam, że sam Jerzy Grzegorzewski marzył całe życie, żeby zrobić "Księżniczkę czardasza".
Czy "Hrabina Marica", czyli temat zagmatwanej miłości hrabiny Maricy i hrabiego Tassilo rozgrywający się w realiach początku XX w., może zainteresować współczesnego widza?
- Bez obaw. Dlaczego gramy cały czas "Romea i Julię" czy "Hamleta"? Bo one zawsze są żywe. Podobnie jest z tą operetką. Przeżywamy teraz taki moment, w którym mamy wrażenie, że już wszystko było. W "Hrabinie Maricy" wracam do korzeni. Dotychczas w Polsce wystawiano operetki na podstawie wypaczonych
niemieckich wersji inscenizacyjnych, pozbawionych tego co najcenniejsze, czyli węgierskiego humoru, lekkiej ironii, a to skutkowało przerysowaną melodramatycznością i tandetnym sentymentalizmem. Ja zrobiłam "Hrabinę Maricę" zgodnie z jej pierwotną wersją tekstową. Poza tym wiele jest też w moim przedstawieniu muzyki węgierskiej, w tym cygańskiej.
Wyreżyserowała już pani dla warszawskiej operetki "Księżniczkę czardasza". Teraz wybór padł na "Hrabinę Maricę"...
- Ona jest jedną z najlepszych spośród około setki skomponowanych przez Imre Kalmana. Poza tym jest znacznie bardziej skomplikowana muzycznie niż np. "Księżniczka czardasza", co także stanowi wyzwanie. Pojawiające się arie to coś więcej niż zwykle szlagiery.
W przedstawieniu wystąpi słynny skrzypek Vadim Brodski w roli...
- ...Cygana, jednej z głównych postaci. Oczywiście zagra też na skrzypcach. Na pomysł, by zaangażować Brodskiego, wpadł Włodzimierz Izban, który jest bardzo dobrym organizatorem i konsekwentnie buduje swój teatr. Trzy lata temu zaczynał od niczego. A jednak w krótkim czasie nie tylko udaje mu się pozyskać znane nazwiska, lecz także młodych, zdolnych debiutantów.
Wykorzystuje pani w swoim operetkowym projekcie znanych aktorów dramatycznych: Szapołowską, Seniuk, Pokorę i Łazukę.
- W operetce, w odróżnieniu do opery, są nie tylko dialogi śpiewane, ale także mówione, pisane prozą. Jak już mówiłam, na Węgrzech angażowani są do nich najwybitniejsi aktorzy. Poza tym dostrzegam pozytywny wpływ artystów dramatycznych na śpiewaków. Pomagają im aktorsko.
Podobno "Hrabina Marica" jest najbardziej węgierska w dorobku Kalmana?
Faktycznie po mistrzowsku wplótł w jej fabułę ducha z państwa ojczyzny?
- Miejsce akcji, która rozgrywa się na prowincji, może wywoływać takie wrażenie. Zdaniem mojego dyrygenta, notabene pochodzącego z Czech, słychać to szczególnie w muzyce, w której Kalman wykorzystuje mnóstwo motywów narodowych.
Kalman emigrował i tworzył głównie w Wiedniu, potem w USA pani także wielokrotnie zmieniała miejsce zamieszkania. Czy to wpływa na sposób postrzegania i twórczość?
- Myślę, że nie bez znaczenia są powody wyjazdów. Kalman byl Żydem. Gdy Hitler doszedł do władzy, musiał emigrować, by ratować życie swoje i rodziny. Bardzo to przeżył. Był bardzo nieszczęśliwy w USA Marzył o powrocie do ojczyzny. Ja nigdy nie emigrowałam. Wyjeżdżałam z własnej woli. Miałam możliwość, żeby zostać we Francji, Włoszech, Kanadzie czy USA. Ale zawsze interesowała mnie Europa Wschodnia. To brało się z przekonania, że tu wydarzy się coś, czego ja muszę dożyć. Stąd mój związek m.in. z Polską. Oczywiście z jednej strony decydowało uczucie do Jana Nowickiego, ale z drugiej sytuacja w waszym kraju. Wtedy Węgry były bezbarwne. To nie odpowiadało mojemu temperamentowi. A tu "Solidarność", stan wojenny, ludzie się buntowali. Nigdy nie rozumiałam Agnieszki Holland. Dlaczego ona wyjechała do Stanów? Po co? Zdobyć Hollywood? To nie nasz świat. Zaistnieć tam uczciwie jest bardzo trudno. Udało się to Polańskiemu czy Formanowi, ale musieli tam żyć bardzo długo. Ja świadomie wybrałam wschodnią Europę.
Ostatni pani film - "Niepochowany" - opowiadał o losach Imre Nagya, przywódcy krwawo zdławionego przez wojska sowieckie powstania węgierskiego z 1956 r. Z kolei "Mała Nina", część cyklu "Dzienniki", to opowieść o europejskich emigrantach idealistach, z własnego wyboru osiedlających się w Rosji Sowieckiej. To pewnego rodzaju katharsis dla córki komunistycznego działacza Laszlo Meszarosa?
- Nigdy nie fascynowałam się komunizmem. Nie toleruję kłamstwa ani strachu. A ten ustrój był na nich zbudowany. On był dla mnie odpychający. Powodował, że ludzie bali się siebie nawzajem.
W najnowszym filmie, o roboczym tytule "Nadzieja", znów porusza pani temat ludzi uwikłanych w system totalitarny.
- W 1949 r. doszło do fałszerstwa wyborczego inspirowanego przez komunistów. Część opozycji została aresztowana. Wśród nich liderka socjaldemokracji Anna Ketly. Gdy w 1956 r. do władzy doszedł Nagy, wyszła na wolność, trafiając jednocześnie do rządu. Ale to trwało zaledwie dwa tygodnie. Ketly wyemigrowała. Jednak w czasie odwilży lat 70. postanowiono nakłonić ludzi jej pokroju do powrotu na Węgry. Wysyłali do nich w tym celu agentów. I tu zaczyna się mój film. Takie polecenie od reżimu otrzymuje szacowny profesor uniwersytetu. Ma nakłonić do powrotu Ketly. Gdy zaczyna swoją misję, nie wie o niej nic, bo władze wymazały ją z kart historii. W Brukseli, gdzie ona przebywa, organizuje konferencję naukową, na której poznaje słynną opozy-cjonistkę. Mimo wielu wybiegów Ketly nie wraca, a agent pozostaje ze swoim moralnym konfliktem i wstydem.
Czy kwestia rozliczenia osób współpracujących z tajnymi służbami komunistycznymi to jest tak żywy temat w pani ojczyźnie jak w Polsce?
- Tak. My, podobnie j ak wy, nie załatwiliśmy tej sprawy na początku lat 90. Mało tego, u nas partia będąca tak jak SLD spadkobiercą poprzedniego systemu nie zdobyła się na gest, by przeprosić obywateli i odciąć się wyraźnie od komunistycznych zbrodni.
W "Nadziei" pojawia się polska aktorka Beata Fudalej.
- Wystąpi w epizodycznej roli Gołdy Meyer. Ketly przyjaźniła się z tą słynną izraelską polityk.
Podobno planuje pani film o polskiej noblistce Marii Skłodowskiej-Curie?
- Noszę się z tym zamiarem od 10 lat. Wszystko wskazuje na to, że ruszymy z tym projektem w przyszłym roku.
To będzie film biograficzny?
- W pewnym stopniu tak. Ale będzie opowiadał o ostatnich latachjej życia, gdy śmiertelnie chora, przyjeżdża do Polski z gramem odkrytego przez siebie radu i zakłada słynny instytut. Wie, że to jej ostatnia wizyta w kraju. Ona była bardzo polska. Dlatego zainteresował mnie ten temat, bo ona całe życie cierpiała z powodu tego, że musiała emigrować. Chcę ją pokazać jako czułą i interesującą kobietę. Einstein powiedział, że to była najbardziej seksowna kobieta, jaką spotkał. A jednocześnie była tak na wskroś polska. Zbyt lekką ręką oddaliście ją Francuzom.
Kto zagra rolę główną?
- Pojawia się wiele nazwisk. Ja w tej roli widzę Charlotte Rampling, Natalie Baise, Emmę Thompson, może Krystynę Jandę.
Planuje jeszcze pani współpracę z MTM Operetka?
- Zobaczymy. Planuję trochę zwolnić tempo. Poza tym piszę dwie książki. Jedna z nich jest o tym, jak kobieta w latach 50. zostaje reżyserem filmowym. Będzie tam wątek autobiograficzny.
Myśli pani o powrocie do tworzenia filmów popularnonaukowych czy dokumentalnych?
- Chcemy wspólnie z wnukiem zrobić dokument o dzisiejszych zmianach, istnieniu. Dlatego z nim, bo mój świat odchodzi, a jego przychodzi. Jak on go widzi, jak ja widzę.
*Marta Meszaros, znana węgierska reżyserka i scenarzystka, nominowana do Oscara w 1988 roku za "Dziennik dla moich ukochanych"; dzięki filmowi "Adopcja" w 1975 roku przeszła do historii, zdobywając jako pierwsza kobieta Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie.»
""Hrabina Marica" była dla mnie dużym artystycznym wyzwaniem"
Bartosz Bator
Dziennik nr 260 - Warszawa
http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/61864.html
 
 

Warszawa. Węgierska operetka po polsku
Marta Meszaros, wybitna węgierska reżyserka filmowa, przygotowuje w operetce "Hrabinę Maricę" Imre Kalmana.
«Gdy moi znajomi usłyszeli, że zabieram się za operetkę, mówili, że chyba zgłupiałam, bo to poniżej godności artysty. A to zupełna nieprawda - zapewnia Marta Meszaros.
Znana reżyserka chce udowodnić, że tak jak na Węgrzech, także w Polsce, operetka może być znakomitą rozrywką i sztuką na wysokim poziomie.
- Nie rozumiem, dlaczego w Polsce operetka traktowana jest jako sztuka niższa. Operetkowy teatr w Budapeszcie ma wieloletnią, wspaniałą tradycję i prowadzony jest na bardzo wysokim poziomie. Pojawiają się w nim też wspaniali aktorzy dramatyczni, którzy dodają szczególnego wymiaru tym przedstawieniom - mówi Meszaros.
Zapowiada, że tak będzie i w przypadku "Hrabiny Maricy", którą przygotowuje dla MTM Operatka. Patrząc na sukces "Księżniczki Czardasza" Imre Kalmana w jej reżyserii, która grana jest z powodzeniem w całej Polsce już od czterech lat, można być pewnym, że i tym razem jej plan się powiedzie.
"Hrabina Marica" napisana w 1928 roku jest jedną z najbardziej znanych i zarazem jedną z ostatnich klasycznych operetek. To rozgrywająca się na początku XX w. w węgierskim majątku historia pięknej i bogatej Hrabiny Maricy i zubożałego hrabiego Tassilo. Hrabia zatrudnia się w domu hrabiny, aby zarobić na posag dla siostry. Para zakochuje się w sobie. Padają podejrzenia, że jego miłość nie jest bezinteresowna...
Meszaros chce się skupić na humorystycznej formie spektaklu. - W Polsce operetki były tłumaczone z niemieckiego, a niemieckie wersje są sentymentalne. Tymczasem węgierskie są humorystyczne i ironiczne - tłumaczy.
Na scenie nie zabraknie także węgierskiego i cygańskiego klimatu, wśród bohaterów są bowiem Cyganka i grający na skrzypcach Cygan. - Próbujemy oddać ten klimat w scenografii i kostiumach: cygańskich, ludowych i tych z lat 30. ubiegłego wieku - tłumaczy reżyserka. - Sugeruję też, żeby tańce były węgierskie, ale choreografem jest Polak, więc zobaczymy, co wyjdzie - dodaje żartobliwie.
Wzorem najlepszych węgierskich operetek Meszaros zaprosiła do współpracy wybitnych aktorów. Na scenie zobaczymy m.in. Annę Seniuk, Bohdana Łazukę, Wojciecha Pokorę i Grażynę Szapołowską.
- Aktorzy czy śpiewacy nie będą po prostu wychodzić na scenę i wykonywać swoje utwory. Chcę, aby całość była pięknie opowiedzianą historią - deklaruje Meszaros.
 
Hrabina Marica, IMRE KALMAN, MTM Operetka reż. Marta Meszaros, Teatr Dramatyczny(PKiN) premiera: 7.11. godz. 19.
O REŻYSERCE
Marta Meszaros (ur. 1931r. w Budapeszcie). Jest córką rzeźbiarza i działacza komunistycznego. W1936 r. rodzina wyemigrowała do ZSRR. Matka zmarła w czasie porodu, ojciec trafił do łagru. Dramat "Dziewczyna" z 1968 r. był pierwszym węgierskim filmem na Węgrzech zrealizowanym przez kobietę. Meszaros jako pierwsza kobieta dostała Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie za film "Adopcja". W teatrze wyreżyserowała do tej pory dwie sztuki: "Tramwaj zwany pożądaniem" w teatrze Bagatela w Krakowie w 2002 r. i dwa lata temu "Księżniczkę czardasza" w warszawskiej Operetce.»
"Węgierska operetka po polsku"
Paulina Sygnatowicz
Polska nr 261 dodatek
07-11-2008
Gwiazdorska premiera MTM Operetka
07 listopada w warszawskim Teatrze Dramatycznym odbędzie się premiera operetki „Hrabina Marica” w reżyserii Márty Mészáros.
To już druga operetka reżyserowana przez Mártę Mészáros dla Mazowieckiego Teatru Muzycznego Operetka im. Jana Kiepury.
Zachęcona sukcesem „Księżniczki czardasza” reżyserka również tym razem zaprosiła do współpracy wybitnych twórców, aktorów i śpiewaków.
Orkiestrę poprowadzi dyrygent Jiří Petrdlík, gwiazda Teatru Muzycznego w Brnie, w roli cygana zobaczymy urodzonego w Kijowie znakomitego skrzypka-wirtuoza, laureata wielu międzynarodowych konkursów Vadima Brodskiego (jest on jednym z nielicznych skrzypków w historii, którzy mieli zaszczyt zagrać na słynnym instrumencie Guarneri del Gesu, należącym do Niccolo Paganiniego). Autorem scenografii i kostiumów jest Tatiana Kwiatkowska, a choreografii – Jarosław Świtała.
Wystąpi doskonały duet, rozpoznawalny zwłaszcza z serialu „Czterdziestolatek”, Anna Seniuk i Andrzej Kopiczyński oraz znani z ról teatralnych i filmowych; Grażyna Szapołowska, Wojciech Pokora, Bohdan Łazuka, Paweł Szczesny, Julian Mere.
Wśród solistów, usłyszymy obiecujące, młode głosy m.in.: Dorotę Laskowiecką, Iwonę Sochę, Barbarę Gutaj, Aleksandrę Chacińską, Arnolda Rutkowskiego, Piotra Friebe, Krystiana Krzeszowiaka.
Dzięki takim przedsięwzięciom, operetka w Warszawie znów staje się gatunkiem rozpoznawalnym, a co ważniejsze, pożądanym przez publiczność. Angażowanie doskonałych aktorów, twórców i śpiewaków pozwala tworzyć widowiska na najwyższym europejskim poziomie, a tego przez wiele lat w stolicy brakowało. Staramy się zająć godne miejsce między operą a musicalem. Mam nadzieję, że kolejna premiera naszego teatru, okaże się dużym sukcesem, mówi Włodzimierz Izban Dyrektor Naczelny i Artystyczny MTM Operetka.
„Hrabina Marica” to jedna z ostatnich wielkich, klasycznych operetek. Skomponowana w 1924 roku przez jednego z najpopularniejszych twórców operetki wiedeńskiej Emmericha Kálmána, nazywana jest także najbardziej „węgierską” z operetek. Pochodzący z Węgier kompozytor po mistrzowsku wykorzystał w „Hrabinie Maricy” barwne melodie i tańce swojej ojczyzny.
Ta pełna zabawnych perypetii komedia zachwyca cygańską magią, węgierskim temperamentem i wspaniałą muzyką – ognistymi czardaszami, cygańskimi pieśniami i melodyjnymi szlagierowymi piosenkami (m.in. „Gdzie mieszka miłość?”,” Ach, jedź do Varasdin”, „Graj Cyganie!”).
Przygotowanie: Dział Komunikacji Marketingowej MTM Operetka

HRABINA MARICA
Emmerich Kálmán
OPERETKA w 3 aktach, libretto: Julius Brammer, Alfred Grunwald
PREMIERA 07 listopada, kolejne przedstawienia 08, 09 listopada
Teatr Dramatyczny w Warszawie

REŻYSER - Márta Mészáros
KIEROWNICTWO MUZYCZNE, DYRYGENT - Jiří Petrdlík
ASYSTENT REŻYSERA – Julian Mere
ASYSTENT DYRYGENTA &nda

powrót